sex story po polsku – Noc przed pełnią

Share

Elwira od dwóch tygodni usiłowała prowadzić obserwację Adriana Brzostka i miała szczery zamiar dać sobie z tym spokój. Wiedziona poczuciem obowiązku postanowiła najpierw zadzwonić do Puchacza. Budkę telefoniczną znalazła w centrum miasteczka.

  • Co jest? – odebrał po drugim dzwonku. Miał ochrypły, świszczący głos kogoś, kto niewiele się rusza, spędza większość czasu za biurkiem, waży powyżej stu dwudziestu kilo i zdecydowanie zbyt dużo pali. – Miałem rację?

  • Nie wiem – odparła. – Brzostek to duży facet, koło czterdziestki, mieszka na zadupiu, na końcu ślepej drogi. Odludzie. Facet zajmuje się kowalstwem… znaczy, robi ogrodzenia, ręcznie kute, a poza tym wszystko, co da się zrobić w kuźni. Balustrady, noże, resory i co tam jeszcze… Nieważne. Dzwonię, bo wydaje mi się, że Brzostek jest czysty.

  • Wydaje ci się – głucho powtórzył Puchacz.

  • Masz rację, facet nadaje się na podejrzanego, odludek, nie robi imprez, nikt go nie odwiedza, chyba mieszka sam…

  • Chyba? Nie wiesz na pewno?

  • Słuchaj, takie obserwowanie czyjegoś domu to jest łatwe tylko w filmach. Gdybym zaparkowała pod jego bramą i patrzyła przez lornetkę, to jak nic zaraz miałbym na karku psiarnię. Robię, co mogę, ale nie licz na cuda.

  • No dobrze… W takim razie na pewno masz jakieś wytłumaczenie dla tych wszystkich rozprutych zwierzaków? I trupów?

Elwira westchnęła. Puchacz – nie znała jego prawdziwego imienia i nazwiska – był w ich nieformalnej organizacji specem od znajdywania miejsc, w których działo się coś nadnaturalnego i niebezpiecznego. Kłopot w tym, że jako człowiek, który nigdy nie opuszczał centrum miasta, Puchacz nie miał pojęcia, z czym musiała się zmagać Elwira.

  • Jeśli chodzi o trupy, to gówno udało mi się dowiedzieć – oznajmiła. – Gliny nic mi nie powiedzą, ci, którzy mieszkają w pobliżu Brzostka też nie… Poza tym, wolałabym, żeby jak najmniej mnie widzieli i nie zapamiętali… A ci, którzy coś mówią, to stare plotkary i pijaczkowie. Każdy ma zupełnie inną wersję zdarzeń. W każdym razie, nie widzę, żeby tubylcy byli jakoś szczególnie wystraszeni. No i sam Brzostek. Udało mi się dowiedzieć, że mieszka tu od osiemdziesiątego. Przez te siedemnaście lat nie pojawiały się w okolicy trupy. Nagle coś mu się odmieniło?

  • Możliwe. Sądzę, że powinnaś tam jeszcze przez jakiś czas zostać.

  • Mam inny plan. Dzisiaj, za godzinę, jak Brzostek pojedzie do tej swojej kuźni, włamię się do jego domu. Poszperam. Jeśli nic nie znajdę, to się stąd zwijam.

  • A jak znajdziesz…

  • Jeśli znajdę choć jeden dowód, to dobrze wiesz, co zrobię.

  • Dobra. Do której czekać na telefon?

  • Jeśli nie odezwę się do jutra, to przyślij tu kogoś, kto załatwi tego sukinsyna.

*

Odległość między domem Brzostka a jego sąsiadami dało się mierzyć w setkach metrów. To ułatwiało Elwirze zadanie – im dalej od oczu wścibskich sąsiadów, tym lepiej. Ponadto o tej porze normalni ludzie byli w pracy, a dzieciaki w szkole. Brzostek nie miał psa, więc i to zmartwienie odpadło. Inna sprawa, że w okolicy wszyscy mieli jakieś kundle… tylko nie Brzostek. Elwira zaczekała, aż ze ślepej ulicy wyjedzie auto Brzostka, po czym podjechała pod jego bramę swoim… no dobrze, kradzioną, niepozorną ładą. Ustawiła samochód przodem do wyjazdu, upewniła się, że nie zamknęła drzwiczek na klucz, wzięła plecak. Na dłonie wsunęła cienkie rękawiczki – nie miała policyjnej kartoteki, ale i tak nie zamierzała zostawiać za sobą odcisków palców.

Przeskoczyła przez ogrodzenie i zakradła się do domu.

Drzwi wyposażono w solidny, nowoczesny zamek – zapewne mogłaby go pokonać, ale nie chciała tracić na to czasu. Rozważała zbicie którejś z szyb, gdy wypatrzyła uchylone okno na piętrze.

Naprzeciw okna rosło drzewo. Rozłożysta, wysoka czereśnia.

Elwira zsunęła ze stóp trampki i wrzuciła je do plecaka. Wspięła się po pniu, aż dotarła powyżej upatrzonego okna, znalazła oparcie dla stóp i skoczyła.

Pewnie schwyciła parapet, jednocześnie uderzyła klatką piersiową o ścianę. Zabolało. Pospiesznie wdrapała się do środka.

Znalazła się w sypialni. W domu panowała cisza. Opadła na podłogę i rozmasowała obolałe żebra. Przekonała się, że bluzka i spodnie są potargane i posklejane żywicą. Klnąc pod nosem, pospiesznie je zdjęła, złożyła w kostkę i wepchnęła do plecaka na miejsce trampek, które teraz założyła.

Zanim zarzuciła go na grzbiet, z plecaka wydobyła japoński miecz tanto. Krótki, doskonały zarówno do cięcia, jak i przebijania, był jakby zaprojektowany z myślą o jej potrzebach. Bezwiednie upewniła się, że klinga gładko wysuwa się z pozbawionej ozdób, matowo-czarnej pochwy.

Uzbrojona i niebezpieczna, w butach i bieliźnie, zaczęła przeszukanie domu.

Na piętrze i parterze nie znalazła nic interesującego. Brzostek był z grubsza normalnym facetem, choć wyglądało na to, że w domu mieszka z nim ktoś jeszcze – drugi facet, sądząc po zdublowanych kompletach rzeczy osobistych. Lokator? Przyjaciel? Kochanek? W sumie bez różnicy. Ważne, że najwyraźniej nie było go teraz w domu.

Elwira zerknęła na zegarek – wciąż miała mnóstwo czasu, zanim właściciel wróci do domu.

Skierowała się na dół.

Piwnica została podzielona na kilka pomieszczeń, rozmieszczonych wzdłuż centralnego korytarza. Kotłownia, skład opału, warsztat… i pomieszczenie ukryte za ciężkimi, pancernymi drzwiami.

Wrota, wyposażone w judasza i elektroniczny zamek, stały otworem. W środku znajdował się czysty materac, w ścianie tkwiły stalowe uchwyty; zamocowano do nich łańcuch, na końcu którego były okowy.

Elwira mocniej schwyciła tanto.

Następna przy korytarzu mieściła się ubikacja. Trochę ją to zaskoczyło, bo na górze znalazła w pełni wyposażone łazienki.

Na końcu korytarza znalazła drugie pancerne drzwi.

Drzwi, zamek i cela były identyczne jak poprzednie – różnica polegała na tym, że tutaj ktoś przebywał.

Młody mężczyzna – a raczej chłopak, Elwira oceniała, że nie mógł mieć więcej, jak dziewiętnaście lat – leżał na wznak na materacu i chyba drzemał. Szczupły, o czystej cerze i krótkich, jasnych włosach. Miał na sobie tylko bokserki… i kajdany z długim łańcuchem, zatrzaśnięte na nogach, powyżej kostek.

Elwira ostrożnie przestąpiła próg. Drzwi otwierały się do wnętrza celi – delikatnie je przesunęła, aby upewnić się, że nie czają się za nimi żadne niespodzianki. Czysto.

Powoli zbliżyła się do uwięzionego chłopaka. Ramiona i klatkę piersiową miał pokryte gęstym owłosieniem. Przyszło jej do głowy, że może być trochę starszy, niż sądziła z początku. Zauważyła, że miał muskularne nogi – domyśliła się, że lubił biegać.

Nachyliła się nad nim. Pachniał świeżo, mydłem, ale nie wodą po goleniu, mimo gładkich policzków. Delikatnie potrząsała jego ramieniem, gdy usłyszała za sobą trzask.

Odruchowo rzuciła się w bok i poderwała na nogi. Potrzebowała pół sekundy, aby zrozumieć, co się stało.

Do pomieszczenia nikt za nią nie wszedł. Ale pchnięte przez nią pancerne drzwi, raz wytrącone z równowagi, zatrzasnęły się.

Nie miały klamki po wewnętrznej stronie. Elwira podbiegła do nich, bezskutecznie spróbowała je otworzyć.

Chłopak poruszył się i wydał gardłowy dźwięk.

  • Nie bój się! – powiedziała Elwira. – Chcę pomóc.

Usiadł, wykonał gest w kierunku drzwi i złapał się za głowę.

  • Wiem, zatrzasnęły się… – mruknęła.

Chłopak wykonał serię ruchów rękami, które Elwira rozpoznała jako język migowy.

  • Sorry, ale nie rozumiem – pokręciła głową. – Nie możesz mówić…

Chłopak kiwnął głową.

  • Ale mnie słyszysz i rozumiesz, tak?

Ponowne kiwnięcie. Uniesione brwi, wskazanie palcem na tanto.

  • Przyda się nam, kiedy wróci ten, kto cię tutaj zamknął.

Chłopak eksplodował językiem migowym. Po chwili, gdy przypomniał sobie, że Elwira go nie rozumie, znieruchomiał. Odetchnął, wykonał pantomimę pisania i uniósł pytająco brwi.

  • Zdziwisz się, ale akurat nie wzięłam ze sobą długopisu.

Elwirze przyszło do głowy, że może dałoby się coś wyskrobać na ścianach, ale szybko uświadomiła sobie, że zarówno ściany, jak i podłoga są pokryte płytkami.

Niemowa zaczął wodzić palcem po podłodze, zapewne licząc na to, że Elwira odczyta z jego ruchów kształty liter.

Jednak Elwira nawet nie próbowała odczytać wiadomości, bo zauważyła coś innego, co przykuło jej uwagę.

W bokserkach więźnia zaszła wyraźna zmiana. Musiał się bardzo cieszyć na widok młodej kobiety w samej bieliźnie. Chłopak przygarbił się i ułożył lewą rękę tak, aby w miarę możliwości zasłonić naprężony materiał. Co w sumie tylko zwracało uwagę na wzwód, który zdawał się wciąż powoli rosnąć.

Elwira natychmiast poczuła ciepło rozlewające się po podbrzuszu.

To nie czas ani miejsce, zganiła się w myślach. Nie znasz go, nic o nim nie wiesz, nie bądź głupia. Inna sprawa, że najwyraźniej przypadła chłopakowi do gustu. On podobał się jej, był młody, opalony i nie miał ani grama tłuszczu… A Brzostka należało się spodziewać dopiero za kilka godzin…

Nie. Nie mogła sobie na to pozwolić. Nie powinna.

Cholera.

Odłożyła plecak i tanto pod ścianę, po czym usiadła na materacu, obok chłopaka.

*

Pager zaczął obwieszczać uruchomienie domowego cichego alarmu popiskiwaniem i wibracjami, gdy Adrian Brzostek stał w kolejce do kasy na stacji benzynowej.

Nie wiedział, czy to zwykły włamywacz chciał ukraść telewizor, czy może działo się coś gorszego. Dopóki nie sprawdzi, nie wezwie policji… Tymczasem jakiś cholerny dziadek starannie odliczał końcówkę rachunku, trzy złote i siedemnaście groszy, wyłuskując z portfela pięcio- i dwugroszówki. Jednocześnie cały czas głośno przeliczał kwotę na “stare” pieniądze – trzydzieści jeden tysięcy siedemset…

Kolejni klienci byli bardziej pozbierani i sprawnie zapłacili za paliwo.

Kiedy przyszła kolej Brzostka, okazało się, że jest problem z wystawieniem faktury na jego firmę; wysiadła drukarka. Zanim kasjera zastąpił kierownik, który potrafił zmusić urządzenie do pracy, minęły kolejne minuty…

*

Brzostek z wizgiem opon skręcił w swoją ulicę. Wychodząc zza zakrętu zobaczył zaparkowane przy bramie auto kobiety, która ostatnio kręciła się po okolicy.

W sumie tego się spodziewał.

Teraz pozostawało pytanie, czy była złodziejką, czy czymś gorszym?

Adrian zastawił swoim samochodem auto włamywaczki.

Z najwyższą czujnością wkroczył na swoją posesję. Nie potrafił na razie domyślić się, którędy dostała się do domu – podejrzewał, że wybiła któreś okno na tyłach.

Wszedł do domu i starannie zamknął za sobą drzwi na klucz.

Wciągnął nosem powietrze. Zapach intruza unosił się w sieni. Była tu niedawno…

Pokój po pokoju, przeszukał dom.

Do piwnicy zszedł na końcu.

Od razu zauważył zatrzaśnięte drzwi do schronu Jurka. Pełen najgorszych przeczuć zajrzał do środka przez judasza.

Jurek wciąż był przykuty do ściany, tak jak Brzostek go zostawił. Siedział na materacu, przygarbiony, z zaczerwienionymi policzkami. Obok niego – bardzo blisko niego – przysiadła młoda kobieta. Mogła mieć najwyżej dwadzieścia pięć lat, miała krótko ostrzyżone, brązowe włosy, w odsłoniętych uszach nie tkwiły żadne kolczyki. Miała na sobie tylko praktyczną bieliznę, więc Adrian bez trudu przyjrzał się jej figurze. Niewielki biust, raczej drobna budowa, całe jej ciało wskazywało, że była aktywna fizycznie i raczej silna.

Nie trzymała w rękach żadnej broni. Jej plecak spoczywał na podłodze obok materaca. Schron był dźwiękoszczelny, Brzostek widział ruch ust dziewczyny, ale mógł tylko się domyślać, co mówiła.

Położyła dłoń na ramieniu Jurka – uspokajający gest. Uśmiechnęła się.

Brzostek wstukał na panelu zamka kod i położył dłoń na dźwigni otwierającej pancerne drzwi. Był gotów w każdej chwili wpaść do schronu, ale na razie był ciekaw, co zamierzała zrobić nieznajoma.

Dziewczyna ujęła rękę Jurka, którą usiłował zasłonić krocze, i delikatnie ją odsunęła. Jej spojrzenie opadło ku napiętej tkaninie bokserek, koniuszkiem języka zwilżyła usta i coś powiedziała, gładząc Jurka po policzku. Chłopak wyprostował się, patrząc na nią niepewnie. Nie stawił oporu, gdy przyciągnęła jego dłoń i położyła na swojej lewej piersi. Kiwnęła zachęcająco głową, Jurek ostrożnie zacisnął palce i natychmiast je rozluźnił. Zaczął masować pierś przez tkaninę stanika, mocno, z początku niespiesznie, stopniowo nabierając tempa.

Dziewczyna wsunęła palce pod gumkę bokserek i wyciągnęła jego interes na wierzch. Stanowczym ruchem odsunęła rękę miętoszącą jej pierś i nachyliła się nad penisem, który pod wpływem jej oddechu naprężył się jeszcze bardziej. Cmoknęła żołądź, polizała ją i otuliła ustami. Zaczęła ssać, jednocześnie wodząc dłonią po płaskim brzuchu chłopaka.

Tego momentu obawiał się Brzostek. Czujnie przypatrywał się twarzy Jurka. Malowała się na niej rozkosz i żądza… ale nic poza tym. Adrian odetchnął i poczuł rosnącą erekcję. Mocniej przycisnął oko do judasza.

Dziewczyna oderwała usta od członka, wstała i zsunęła majtki na podłogę. Stanęła okrakiem nad siedzącym Jurkiem, ujęła dłońmi jego głowę i przysunęła jego twarz do trójkąta włosów łonowych. Chłopak schwycił jej pośladki, pomasował, delikatnie poruszał głową… Po chwili dziewczyna odsunęła jego głowę od swojego łona.

Przykucnęła, schwyciła fiuta i opuszczając tyłek do końca, wprowadziła w siebie. Zaczęła ujeżdżać chłopaka, przytulając jego głowę do swoich małych piersi, wciąż skrytych za materiałem stanika.

Nagle Jurek położył się na boku, pociągając za sobą nieznajomą. Zanim zareagowała, wysunął się z niej, złapał ją za kark i obrócił plecami do góry. Dziewczyna podkuliła nogi i wypięła tyłek. W kępce włosów łonowych widniały wilgotne, nabrzmiałe wargi sromowe. Jurek puścił jej kark i w obie dłonie schwycił pośladki. Ponownie w nią wszedł, stanowczo, głęboko. Pchnął, dziewczyna zaparła się rozcapierzonymi dłońmi o materac. Cofnął się i energicznie naparł jeszcze kilka razy, coraz dłuższymi posunięciami, aż w końcu jego penis wysunął się z cipki.

Jurek przysunął się bliżej dziewczyny, rozsunął zaciśnięte na jej pośladkach dłonie i skierował błyszczącego, mokrego fiuta prosto w jej pupę. Naparł, dziewczyna instynktownie szarpnęła się do przodu, ale chłopak trzymał jej tyłek w żelaznym uścisku. Wcisnął się w odbyt, sforsował opór, i zaczął intensywnie pompować.

Dziewczyna przestała się szarpać. Zamiast tego wsunęła prawą dłoń między nogi i zaczęła pospiesznie masować łechtaczkę.

Wtedy stało się to, czego najbardziej obawiał się Brzostek.

*

Przemiana chłopaka z nieśmiałego w nieco brutalnego zaskoczyła Elwirę, ale ból pupy nie był tak silny, jak się obawiała, poza tym podniecało ją to, że ten niemy facet wpadł w seksualny amok za jej sprawą. Miała też nadzieję, że jak chłopak już się wyładuje, to podoła drugiemu razowi, a wtedy ona będzie miała z tego więcej rozkoszy.

Nagle poczuła, jakby wypełniający ją kutas, pracujący niczym tłok, urósł. Chłopak boleśnie wbił palce w jej pośladki, miała wrażenie, że lada moment przebiją skórę. Jego chrapliwy oddech przeszedł w zwierzęcy warkot…

Elwira obróciła głowę.

Niemowa zmienił się. Na jego skórze wyrosły gęste kępy włosów, oczy zmieniły kolor na żółty, rysy twarzy stwardniały, wargi odsłoniły długie kły.

Elwira zareagowała instynktownie. Dłonią, którą do tej pory pieściła swoją pochwę, walnęła potwora w jądra. szarpnęła się do przodu, oderwała od niego, przetoczyła ku plecakowi, wyrwała z niego tanto i przysiadła, aby skoczyć do ataku. Wilkołak leżał na materacu, skulony w bólu.

Ktoś rzucił się na nią z boku, przewrócił i unieruchomił jej ręce.

  • Uspokój się! – krzyknął Brzostek, ciągnąc ją ku wyjściu. – Musimy wypieprzać, zanim zatrzasną się drzwi!

Elwira cudem schwyciła plecak i dała się wywlec z celi. W dłoni wciąż ściskała tanto.

*

Minęło kilkanaście minut. W tym czasie Brzostek zapewnił Elwirę, że nie zamierza robić jej krzywdy, oznajmił, że jeśli dziewczyna ma ochotę, to może wziąć prysznic, a gdy usłyszał, że jej ubranie jest potargane i upaćkane żywicą – zaoferował własny t-shirt i dresowe spodnie.

Elwira uznała, że Brzostek raczej nie zadzwoni na policję – nie wyobrażała sobie, jak zamierzałby wytłumaczyć im fakt, że miał w piwnicy specjalną celę z wilkołakiem przykutym do ściany – uznała też, że gdyby chciał ją zabić, to miał już okazję w piwnicy. Na wszelki wypadek jednak nie wypuszczała z rąk plecaka ani broni.

Skorzystała z oferty Brzostka i wzięła prysznic, starannie zamknąwszy drzwi do łazienki. Ubrała się w obiecany t-shirt i spodnie, myśląc kwaśno o tym, że Brzostek i tak widział już jej tyłek i cipkę. I że widok mu się spodobał, jeśli brać pod uwagę wzwód, jaki miał wyciągając ją z celi.

Z łazienki wyślizgnęła się bezgłośnie, gotowa stawić czoło każdemu atakowi, jaki mógłby na nią szykować gospodarz.

Okazało się, że jedynym, co Brzostek przyszykował, była kawa.

Usiedli w kuchni, po przeciwnych stronach stołu.

  • Dlaczego masz wilkołaka w piwnicy? – Elwira czujnie obserwowała Adriana.

  • Nazywa się Jurek. To mój syn. – Brzostek uniósł dłonie, jakby się poddawał. – Tak, też jestem wilkołakiem. Na dole mamy dwa schrony, żeby się w nich zamknąć na czas pełni. Elektroniczne zamki, nastawione na to, żeby się otwierać o siódmej rano…

  • Po pierwsze, jeszcze nie ma pełni – weszła mu w słowo Elwira. – Chłopak… Jurek jest przykuty do ściany, a drzwi były otwarte.

  • Drzwi otwarte, żeby mógł iść do toalety. Łańcuch jest dość długi i dopóki Jurek się całkiem nie przemieni, powinien wytrzymać.

  • A co, jeśli wybuchnie pożar? Albo wysiądzie prąd i te elektryczne zamki nawalą?

  • Ten dom ma najlepsze zabezpieczenia pożarowe, jakie da się kupić. A zamki mają własne akumulatory. Wierz mi, wszystko jest przemyślane i przetestowane. My nikomu nie możemy zrobić krzywdy, więc nikt nie powinien chcieć ukatrupić nas.

  • W takim razie, dlaczego on jest na łańcuchu, a ty chodzisz sobie luzem?

  • Bo ja potrafię się kontrolować. Nawet podczas pełni. Lata praktyki. Ale Jurek… – Brzostek odchylił się do tyłu i pomasował nasadę nosa. – Widzisz, on ma pecha. Jego matka zmarła, jak miał dwa lata. Jest niemową. Jest wilkołakiem i musi żyć na uboczu. Bez bliskich przyjaciół. Bez stałej dziewczyny. Więc trzeba okazać mu trochę… wyrozumiałości, kiedy ma problemy z kontrolowaniem tego, co w nim siedzi.

  • Powiedzmy, że ci wierzę – ostrożnie oznajmiła Elwira. – Czyli skąd biorą się te wszystkie zarżnięte zwierzęta w okolicy? Słyszałam też o ofiarach w ludziach.

Brzostek popatrzył jej prosto w oczy.

  • Dlaczego myślisz, że to twój interes?

  • W okolicy jest coś niebezpiecznego. To interes wszystkich.

  • Niech ci będzie – Brzostek westchnął. – Widzisz, jest taka wataha… a raczej gang. Pięć czy sześć wilkołaków. Nietutejsi, ale wiedzą o mnie. I o tym, że mam syna. Od jakiegoś czasu próbują zwerbować Jurka. Obiecują różne rzeczy… No, w każdym razie Jurek póki co trzyma się mnie. Ale oni nie odpuszczają. Próbowali mnie nastraszyć. I coś mi mówi, że nie zadają sobie tyle trudu co ja, żeby się kontrolować.

  • Jeśli mówisz prawdę…

  • Mówię!

  • Dobrze… Jesteś w stanie ich wytropić?

  • Jasne.

  • Myślisz, że we dwójkę damy im radę?

Brzostek zastanowił się.

  • Nie wiem, co tak właściwie potrafisz… – powiedział.

  • Chcesz demonstracji? – Elwira uniosła tanto.

  • Zdajesz sobie sprawę, jak wiele ryzykujemy? Jeśli przeceniasz swoje możliwości…

  • Z tego, co wiem, wystarczy, że zlikwidujemy przewodnika stada – Elwira stwierdziła rzeczowo. – Tylko mnie do niego doprowadź. A jeśli nie chcesz, to znajdę ich sama. Dzięki za ciuchy, postaram się oddać, zanim ruszę na polowanie – rzuciła, wstając od stołu i kierując się do wyjścia.

  • Dobra, idę z tobą. Niech to wszystko szlag…

*

Korzystając z wilkołaczego węchu i umiejętności tropicielskich, Brzostek zaprowadził ich do opuszczonej stodoły, znajdującej się kilometr od najbliższych zabudowań.

W środku znaleźli nowe daewoo, karimaty, śpiwory i obdartą ze skóry sarnę, powieszoną na linie przerzuconej przez krokiew.

Przy martwym zwierzęciu krzątało się dwóch nagich mężczyzn. Odcinali płaty mięsa, korzystając z myśliwskich noży.

Share
Article By :

Leave a Reply